Share.

    13 commenti

    1. financialagentstone3 on

      To jest zdjęcie ze szkolnej ławki, więc pewnie bait.

    2. kgurniak91 on

      Ktoś chciał się pobawić w scalpera, ale nie ogarnął, że to działa tylko z dobrami o bardzo ograniczonej dostępności.

    3. Wyglądają jak z 2016, jeszcze z 10lat i będą coś warte.

    4. SeesawDependent4450 on

      Miały być z marmoladą, śledziem, czosnkiem, czekoladą w jednym😋 😋 🤣 🤣 ❓

    5. Dunc4n1d4h0 on

      Biedra-pączki jak widać szybko zdobyły rangę artefaktów 😀

    6. Tłusty Czwartek mógłby być co miesiąc.

      Jako osoba odpowiedzialna za firmowe wydarzenia na początku tygodnia otrzymałem budżet na pączki.

      „Kup w lokalnej cukierni albo obojętnie gdzie. Ważne, żeby były dobre”.

      „Obojętnie gdzie”? Przyjąłem wyzwanie.

      Plan był prosty. Bierzemy pączki w dyskoncie, prosimy klientów lokalnej cukierni o wzięcie faktury na naszą firmę, podmieniamy opakowania i zanosimy pączki z dyskontu do biura. Reszta kapitału zostaje w kieszeni.

      Scenariusz powtarzamy co roku, więc mieliśmy doświadczenie. FV od ludzi w cukierni nie była problemem. Synowie załatwili ją ckliwą historyjką w 10 minut. To samo z opakowaniami. Pozostało upolować najlepszą cenę w dyskoncie.

      W poniedziałek młodzi meldują:

      – Tata, Lidl 79 groszy, Biedronka 69. Idziemy?

      – Drogo – odpowiadam. – Zejdą niżej.

      Wtorek to samo.

      – Tata, może lepiej kupimy teraz, mniejszy zysk, ale pewny strzał. Co jak zabraknie?

      – Nie zabraknie. Zejdą niżej. Znam ich

      Środa. Synowie już lekko spanikowani, ale w końcu krzyczą:

      – Tata! Jest! W Lidlu są po 9 groszy, w biedronce po 5! Jedziemy!

      – Nie. Jedziemy do Kauflanda. Ubierzcie się w stare ciuchy.

      – Do Kauflanda? Po co? – patrzą zdezorientowani.

      Kładę telefon na stole i pokazuję im grafikę z promocją. Przy zakupach za 100 zł – karton pączków gratis. Od razu wiedzieli o co chodzi.

      Młodzi krążyli po Kauflandzie, skanując wzrokiem koszyki. Namierzali tych z większymi zakupami. Zagadywali, pytali czy biorą pączki, a potem wjeżdżała historia o tym, że „zbierają na specjalną akcję”.

      Ludzie, czując przypływ dobroci, ochoczo brali dla nich te kartony. Po godzinie mieliśmy ich cały bagażnik.

      W pracy dzisiaj rano tylko się uśmiechałem, słuchając opinii „koneserów”:

      – No, no, od razu widać, że rzemieślnicze. Nie to, co to gówno z dyskontu.

      Tak działa siła sugestii i odpowiednie opakowanie.

      A resztę pączków zamroziliśmy. Wystarczy przed Wielkanocą odmrozić i ustawić się na straganie. Kapitał nie może leżeć bezczynnie, nawet jeśli ma nadzienie różane.

    Leave A Reply