
Non so davvero come iniziare questo post, se non che noi, come Polonia e come Europa, ci troviamo di nuovo in una posizione difficile.
Molti anni fa è stata introdotta una direttiva che vieta la vendita di nuove auto a combustione dal 2035. Qui ignorerò la loro qualità (scusate, auto di queste dimensioni senza almeno una ruota di scorta è un malinteso) e mi concentrerò su qualcos’altro. L’obiettivo di questo divieto riguardava principalmente le emissioni e gli aspetti sanitari, ma ce n’era anche un altro.
Non c’è molto petrolio in Europa. Dobbiamo importarlo, il che ci espone alle fluttuazioni del mercato e alla situazione geopolitica mondiale. Ci siamo già svegliati con le mani nel vasino una volta all’inizio del 2022, quando il petrolio russo è diventato tossico. E ora, appena 4 anni dopo, lo spettacolo si ripete. Chi avrebbe potuto aspettarselo? Vedi l’immagine.
E vale la pena notare che ora ci troviamo in una situazione non così grave, perché è diventato disponibile il petrolio del Venezuela. Almeno finché la scimmia arancione non impazzisce.
E noi? Nico. Proprio pochi giorni fa qualcuno ha postato una foto di come è cambiata la distribuzione dei mezzi di trasporto negli ultimi 10 anni con la tesi nel commento che dovremmo investire di più nelle infrastrutture automobilistiche. Ciò significa, infatti, diventare ancora più dipendenti da fornitori poco amichevoli, instabili o inaffidabili. Ci saranno ancora le auto elettriche, ci saranno ancora gli autobus, le biciclette saranno ancora una piaga per le strade, solo i treni hanno un PR relativamente buono, a patto che non sia io a cambiare treno, ma gli altri.
Miei cari, non viviamo più in tempi in cui possiamo contare su un accesso illimitato alle materie prime. Soprattutto materie prime usa e getta. Possiamo generare noi stessi l’elettricità, produciamo anche il nostro cibo, ma non il petrolio. Dobbiamo porre fine a questo atteggiamento infantile secondo cui il motore a combustione è l’unica scelta ragionevole, perché gli ultimi anni hanno dimostrato che non è così. Ma non abbiamo alcuna influenza sul passato, quindi la domanda è cosa faremo al riguardo. Tra qualche giorno riesumerò il mio vecchio post con i consigli su come passare alla bicicletta, e consiglierei ad altri di fare lo stesso, perché bruciano solo calorie.
Spero che nei prossimi anni le auto a combustione interna non diventino mattoni sovradimensionati, anche se ciò non può essere escluso sulla base delle impressioni recenti. Già in questo decennio abbiamo avuto carenze di carburante e piani per una situazione di crisi (vale a dire come garantire che il cibo continui a essere prodotto e ci arrivi).
https://i.redd.it/n7vo1r0ywdog1.jpeg
di Miku_MichDem
12 commenti
Dla mnie nawet większym problemem jest koncentracja handlu ważnymi surowcami przez wąskie cieśniny i to takie znajdujące się w niestabilnie politycznych regionach. Dosłownie co ekonomiści myśleli ?

Kto ma panele i wymienił auto na BEV czy PHEV to może teraz powiedzieć “ a nie mówiłem”. To jest niewiarygodne, jak Polskie konserwy mówiące o niezależności i suwerenności wbrew rozumowi cały czas walczą z OZE SROZE. Może zapominają, że ich idole z za oceanu są eksporterami ropy i dostają legalnie ogromne łapówki od koncernów naftowych.
https://preview.redd.it/7ku57jmtydog1.jpeg?width=1066&format=pjpg&auto=webp&s=3c65e732bd6cbebe74789a1b8c9d0c288267a85c
fotowoltaika to już najtańsze źródło energii (tak, licze razem z bateriami), które raz budujesz i masz na dekady (nie, wcale nie trzeba wymieniać baterii co 10 lat, 80% pojemności pozostaje, a w przypadku innym niż samochód, to nei problem). Przebudowanie całej sieci na panele to 800mld Euro (plus minus), jest drogo, ale nie budując tego, płacimy jak debile za węgiel, gas i rope.
Nie mam pojęcia czemu nie inwestujemy w to dużych pieniędzy. wydaje się prosty win
I nagle sie okazuje, że OZE to jednak nie durny wymysł lewackich ekoterrorystow, tylko objaw strategicznego myślenia…
My? Ja na śniadanie steków z cebula nie jem, ani śmiesznej czapeczki nie noszę. Więc nie musiałem się niczego uczyć
Błędem było sprzedawanie odejścia od paliw kopalnych tylko jako kwestii ekologii. Argumenty o suwerenności w unijnej i krajowej retoryce nikły, a dla przeciętnego wyborcy łatwiej byłoby je zaakceptować.
Problem w tym, że dzisiejsze samochody elektryczne są jeszcze do dupy. Ta technologia potrzebuje jeszcze wiele lat.
>Samochody elektryczne dalej be
Tak, dalej be, jakieś zdziwienie? Wejdź sobie na otomoto i zobacz jakie auta ludzie kupują, to są często przedziały 10-20k. I nawet jakby zrobić dofinansowanie do elektryków, to już pomijając ich zasięg i jak sprawdzają się w zimę itd, to robimy dofinansowanie dla bogatych, bo biedniejsi i tak się nie załapią.
>Za parę dni planuję odgrzebać mój stary post z radami dot. przerzucenia się na rower
Takie porady to czysta komedia i pisane najczęściej przez singla albo parę mieszkającą w duzym mieście niedaleko metra/tramwaju.
To oczywiste, że Europa musi się uniezależnić od węglowodorów, tylko że nie zwalałbym winy na zwykłych ludzi. Nie tak dawno hitem było ściąganie np. gazu z rosji w Niemczech. Francja poszła w atom i mają teraz stabilną sytuację z energią. Naszej sytuacji już nie komentuję, bo to totalna patalogia, na zasadzie “w nic nie inwestować i liczyć na to, że przyszłe rządy zajmą się tym tematem”.
Może zamiast krytykować ludzi, zacznijmy krytykować chciwe korporacje, które nie chcą wyprodukować dobrego auta elektrycznego, a zamiast tego wolą klepać drogie i brzydkie fury, które potem trzeba finansować z publicznych pieniędzy? Nowe auta są coraz droższe, więc oczywiste jest to, że przesiadanie się ludzi na nowsze modele jest coraz wolniejsze. A jak pokazują często ceny niemieckich aut w Europie i w chinach, to nie jest tak, że sama produkcja jest kosmicznie droga, po prostu wesoło orali nas na marżach jak nie mieli konkurencji.
A ja mam PHEV i tak długo jak jeżdżę po mieście to paliwo może dla mnie kosztować nawet 50 zł za litr.
Ten “””” Kryzys “””” trwa 12 dni. Nasze rezerwy i prawdopodobnie rezerwy większości krajów UE starczają na MIESIĄCE. Jedyny powód dla którego u nas jest teraz wzrost cen, to panika ludzi. Gdyby ludzie nie panikowali i nie wykupowali całej stacji benzynowej włącznie z fundamentem którym jest wkopana w ziemię na każde pierdnięcie na bliskim wschodzie, to państwo by mogło w łatwy sposób kontrolować ceny. PiS ten numerek zrobił na dwa miesiące w okolicach wyborów, tylko to się o kant dupy rozbija jak ludzie panicznie wykupują wszystko, szybko by doszło do sytuacji w której orlen by się LOKALNIE wypsztykał z paliwa bo innosprytni by tankowali tonowym mauzerem “na zapas”
>Za parę dni planuję odgrzebać mój stary post z radami dot. przerzucenia się na rower i reszcie też bym to radził, bo one palą tylko kalorie.
Pominę, że jak palisz benzynę, to też palisz kalorie, bo kalorie to miara energii (tyle, że nie SI, dlatego wąsko używana), ale robisz posta o faktycznym problemie, z którego na koniec uchodzi powietrze.
Nie jesteśmy w kryzysie paliwowym. Żeby powtórzył się scenariusz z 2022 roku, kiedy ropa wystrzeliła po inwazji na Ukrainę i wprowadzono środki zaradcze, w postaci obniżki danin na paliwa, to w dzisiejszych realiach benzyna musiałaby kosztować 10 zł/litr. Wtedy problemem była podaż, aktualnie jeszcze tego problemu nie ma. Mamy throughput issue, nie output issue. Sytuacja jest mocno niepewna, ale nie ma jeszcze podstaw do paniki.
Na konsumenta ta sytuacja wpłynie pośrednio – przede wszystkim cierpi przemysł, również energetyka, która potrzebuje palić kopaliny, żeby produkować turbiny – takie są aktualnie realia, nie przejdziemy w 100% na OZE w ciągu roku. To wymaga nie tylko nakładów na generowanie energii, ale również wymiany sieci elektrycznej i magazynów energii, które są w planach Unii do ok. 2030 roku, czyli realistycznie do 2040.
Ja przyjmuję z satysfakcją wypowiedź VDL, w której stwierdziła, że ani nie mamy ropy, ani gazu (gaz to swoją drogą znacznie większy problem, niż ropa, dla Europy, w bieżącej sytuacji). Może to zapowiedź zwiększenia nacisku na OZE+atom. Ale dopóki nie wymienimy całej siatki energetycznej, to gadanie o przesiadaniu się na rowery jest absolutną naiwnością. Co Ci z tego, że będziesz jeździć rowerem, skoro rower przywiozą Ci paląc diesla, a żeby rower wyprodukować musieli palić LNG?
Więc tak, mamy geostrategiczny problem, ale rozwiązaniem nie jest cofanie się w rozwoju. Europejska gospodarka, czy tego chcesz czy nie, to w sporej części produkcja samochodów. Jak popyt na samochody spadnie, to wcześniej czy później spadek koniunktury dojdzie i do Ciebie. Nikt Ci nie będzie kazał jeździć samochodem, te moce przerobowe można by przestawić na produkcję środków transportu publicznego. Ale nie widzisz pełnego obrazu, wygadując takie rzeczy.