Jak byłam dzieckiem, miałam sąsiadkę, która ciągle otwierała okno i krzyczała, żeby dzieciaki przestały wrzeszczeć pod blokiem. Wszyscy się z niej nabijali. Dziś wiem jak ona się czuła bo sama mam ochotę robić to samo. Dzieciaki rzeczywiście drą paszczę jak zarzynane świnie bez powodu.
Nidyrydy. Albo się człowiek wyprowadzi ~~na wieś~~ *na bezludzie*, albo zainstaluje klimatyzację, zamknie okna i nauczy się korzystać z zatyczek do uszu. Innego rozwiązania na życie w kupie ludzi nie ma.
Electronic-Fudge-471 on
Teraz jest moda na osiedlową znakozę, najzabawniejsze są te podpisane uchwałą wspólnoty 😁.
Xtech13 on
To raczej nie jest reguła, a jednak – jak szukałem mieszkań i porównywałem osiedla pod względem hałasu (3Miasto, głównie samochodowego/odległości od smietnika gdzie śmieciary rano telepią butelkami/ huczących wiatraków od wentylacji itp) zauważyłem że na osiedlach gdzie metr2 wypada raczej malo korzystnie, dzieciaki jeśli nawet bawiły się w grupie to nie próbowały zerwać za wszelką cenę strun głosowych. Przegadałem sprawę ze znajomymi, w tym dzieciatymi i wychodzi na to ze jednak zasobność portfela ma pewne przełożenie na typ wychowania i w konsekwencji natężenie dzieciowego hałasu. Tldr na droższych osiedlach jest ciszej pod tym względem, często nie ma nawet placów zabaw.
69kKarmadownthedrain on
🎶Duloc wita Was w tym cudownym dniu🎶
Pola2020 on
>Wbrew temu, co dzieje się w okolicy, mieszkańcy nie są fanami wszechobecnej, głuchej ciszy. O to, by okolica sprawiała takie wrażenie, zadbali dwaj mieszkańcy osiedla, którzy skarżyli się na hałas. By ich zadowolić, zarząd wspólnoty mieszkaniowej zdecydował, by wprowadzić tabliczki, co też uczynił zarządca.
Iks kurwa de
jorie888 on
Niedawno usłyszałam kłótnię ojca z synem (przed blokiem). Syn o coś krzyczał, a gdy ojciec go zapytał, czemu krzyczy, to dzieciak powiedział “bo mogę”. No cóż.
zefciu on
Z dzieciństwa pamiętam, że tabliczka „zakaz gry w piłkę” doskonale się sprawdza jako jeden ze słupków.
kekeislove on
Zakaz gry w piłkę żeby nie powybijać okien, albo prośba o sprzątanie o psach są zrozumiałe, ale wszelkie inne tabliczki, które zakazują rozmów, hałasu, wyprowadzania psów są nielegalne. Ograniczają wolność mieszkańców osiedla. Warto o tym wiedzieć i wiedzieć jakie artykuły zacytować, żeby w takich patologicznych sytuacjach napisać do administracji, żeby takie pierdoły usuwali.
Stara baba zadzwoni, postawią, żeby był spokój, ale to nie jest do końca zgodne z prawem.
Ba, u mnie na osiedlu usunęli cały plac zabaw, bo licealiści ze szkoły obok się tam gromadzili i dziadkom się to nie podobało. Do tej szkoły wpływały też skargi (szkoła wojskowa), że jak uczniowie ćwiczą okrzyki i musztrę to jest za głośno, bo głośno wtedy krzyczą.
Ludzie, którym przeszkadzają takie rzeczy nie są przystosowani do życia w społeczeństwie i nie powinni byli wybierać mieszkania w mieście.
Nawet na wsi będzie hałas – psy, maszyny rolnicze, często w godzinach nocnych.
Niech się wyprowadzają do lasu i wtedy będą mieli spokój.
Redhead-in-black on
Mieszkam w bloku i mam nawet okno wychodzące na plac zabaw. Przyznam szczerze, że czasem wkurzają mnie hałasy dzieci, ale wtedy tłumaczę sobie, że „hej, to tylko dzieci, maja prawo się bawić, ja też śmiałam się głośno podczas zabawy, kiedy byłam mała”. i wtedy mi przechodzi.
Sama nie chciałabym mieć własnych, bo są męczące dla mnie na dłuższą metę, ale czepianie się dzieci o to, że się bawią jest wg mnie przesadą.
Co nie zmienia faktu, że place zabaw nie powinny znajdować się z bliskiej odległości od okien bloku, ale to wina osób, które zaprojektowały osiedle. Jeśli nie ma na nim wystarczająco dużo miejsca, można nie robić takiego placu i tyle.
A co do „głośnych rozmów”, to już jest kompletna abstrakcja. I daje pretekst czepliwym sąsiadom do tego, żeby dyktować innym, czy mają rozmawiać pod blokiem, czy nie, a uwierzcie są tacy, którym przeszkadza dosłownie wszystko, nawet głośne tupanie – nie spotkałam się z tym osobiście, ale moja koleżanka miała taki przypadek.
Za to zakaz głośnych imprez popieram. Można zorganizować imprezę, ale niekoniecznie z muzyką rozkręconą na cały regulator w środku tygodnia, kiedy niektórzy następnego dnia idą do pracy.
Tak samo z remontami. Powinien być zakaz ich przeprowadzania np. w godzinach 22- 7 rano, a w dni wolne od pracy do 10 rano.
Natomiast niektórzy ludzie mieszkając w bloku czepiają się wszelkich hałasów, zapachu gotowania i dosłownie wszystkiego. Tak jakby tylko oni tam mieszkali. Wtedy zawsze mogą sprzedać mieszkanie i przeprowadzić się do małego domku jednorodzinnego.
10 commenti
To nie jest kraj dla ~~starych~~ ludzi
Jak byłam dzieckiem, miałam sąsiadkę, która ciągle otwierała okno i krzyczała, żeby dzieciaki przestały wrzeszczeć pod blokiem. Wszyscy się z niej nabijali. Dziś wiem jak ona się czuła bo sama mam ochotę robić to samo. Dzieciaki rzeczywiście drą paszczę jak zarzynane świnie bez powodu.
Nidyrydy. Albo się człowiek wyprowadzi ~~na wieś~~ *na bezludzie*, albo zainstaluje klimatyzację, zamknie okna i nauczy się korzystać z zatyczek do uszu. Innego rozwiązania na życie w kupie ludzi nie ma.
Teraz jest moda na osiedlową znakozę, najzabawniejsze są te podpisane uchwałą wspólnoty 😁.
To raczej nie jest reguła, a jednak – jak szukałem mieszkań i porównywałem osiedla pod względem hałasu (3Miasto, głównie samochodowego/odległości od smietnika gdzie śmieciary rano telepią butelkami/ huczących wiatraków od wentylacji itp) zauważyłem że na osiedlach gdzie metr2 wypada raczej malo korzystnie, dzieciaki jeśli nawet bawiły się w grupie to nie próbowały zerwać za wszelką cenę strun głosowych. Przegadałem sprawę ze znajomymi, w tym dzieciatymi i wychodzi na to ze jednak zasobność portfela ma pewne przełożenie na typ wychowania i w konsekwencji natężenie dzieciowego hałasu. Tldr na droższych osiedlach jest ciszej pod tym względem, często nie ma nawet placów zabaw.
🎶Duloc wita Was w tym cudownym dniu🎶
>Wbrew temu, co dzieje się w okolicy, mieszkańcy nie są fanami wszechobecnej, głuchej ciszy. O to, by okolica sprawiała takie wrażenie, zadbali dwaj mieszkańcy osiedla, którzy skarżyli się na hałas. By ich zadowolić, zarząd wspólnoty mieszkaniowej zdecydował, by wprowadzić tabliczki, co też uczynił zarządca.
Iks kurwa de
Niedawno usłyszałam kłótnię ojca z synem (przed blokiem). Syn o coś krzyczał, a gdy ojciec go zapytał, czemu krzyczy, to dzieciak powiedział “bo mogę”. No cóż.
Z dzieciństwa pamiętam, że tabliczka „zakaz gry w piłkę” doskonale się sprawdza jako jeden ze słupków.
Zakaz gry w piłkę żeby nie powybijać okien, albo prośba o sprzątanie o psach są zrozumiałe, ale wszelkie inne tabliczki, które zakazują rozmów, hałasu, wyprowadzania psów są nielegalne. Ograniczają wolność mieszkańców osiedla. Warto o tym wiedzieć i wiedzieć jakie artykuły zacytować, żeby w takich patologicznych sytuacjach napisać do administracji, żeby takie pierdoły usuwali.
Stara baba zadzwoni, postawią, żeby był spokój, ale to nie jest do końca zgodne z prawem.
Ba, u mnie na osiedlu usunęli cały plac zabaw, bo licealiści ze szkoły obok się tam gromadzili i dziadkom się to nie podobało. Do tej szkoły wpływały też skargi (szkoła wojskowa), że jak uczniowie ćwiczą okrzyki i musztrę to jest za głośno, bo głośno wtedy krzyczą.
Ludzie, którym przeszkadzają takie rzeczy nie są przystosowani do życia w społeczeństwie i nie powinni byli wybierać mieszkania w mieście.
Nawet na wsi będzie hałas – psy, maszyny rolnicze, często w godzinach nocnych.
Niech się wyprowadzają do lasu i wtedy będą mieli spokój.
Mieszkam w bloku i mam nawet okno wychodzące na plac zabaw. Przyznam szczerze, że czasem wkurzają mnie hałasy dzieci, ale wtedy tłumaczę sobie, że „hej, to tylko dzieci, maja prawo się bawić, ja też śmiałam się głośno podczas zabawy, kiedy byłam mała”. i wtedy mi przechodzi.
Sama nie chciałabym mieć własnych, bo są męczące dla mnie na dłuższą metę, ale czepianie się dzieci o to, że się bawią jest wg mnie przesadą.
Co nie zmienia faktu, że place zabaw nie powinny znajdować się z bliskiej odległości od okien bloku, ale to wina osób, które zaprojektowały osiedle. Jeśli nie ma na nim wystarczająco dużo miejsca, można nie robić takiego placu i tyle.
A co do „głośnych rozmów”, to już jest kompletna abstrakcja. I daje pretekst czepliwym sąsiadom do tego, żeby dyktować innym, czy mają rozmawiać pod blokiem, czy nie, a uwierzcie są tacy, którym przeszkadza dosłownie wszystko, nawet głośne tupanie – nie spotkałam się z tym osobiście, ale moja koleżanka miała taki przypadek.
Za to zakaz głośnych imprez popieram. Można zorganizować imprezę, ale niekoniecznie z muzyką rozkręconą na cały regulator w środku tygodnia, kiedy niektórzy następnego dnia idą do pracy.
Tak samo z remontami. Powinien być zakaz ich przeprowadzania np. w godzinach 22- 7 rano, a w dni wolne od pracy do 10 rano.
Natomiast niektórzy ludzie mieszkając w bloku czepiają się wszelkich hałasów, zapachu gotowania i dosłownie wszystkiego. Tak jakby tylko oni tam mieszkali. Wtedy zawsze mogą sprzedać mieszkanie i przeprowadzić się do małego domku jednorodzinnego.