
I polibudici nel culo sono stati sopraffatti dal fatto che si aspettassero di organizzare la catering per un master e, in caso contrario, è stato sostituito “almeno compra caffè in modo che ci fosse qualcosa da dare” sono un po ‘anormale?
https://i.redd.it/7wfqo61zbgbf1.jpeg
di szymon362
18 commenti
No nie wiem, ja tam bym wolał żeby mnie egzaminował najedzony człowiek a nie głodny i wkurwiony
XDDDDDDDDDD
Chyba zawsze tak było. My to robiliśmy bez większego zastanowienia, bo mieliśmy ważniejsze rzeczy na głowie niż spory o dwie paczki delicji i ciasto.
Dodajesz coś na przeczyszczenie i szybko leci
Ja tam nie jestem fanem kupowania czegokolwiek, bo “wypada”. U mnie poczęstunek raczej zapewniała uczelnia. Kojarzę że nawet studenci dostali jakąś butelkę wody.
To jakaś nowa moda? Nie słyszałem o tego typu rzeczach poza może jakimiś podarunkami dla promotora. Sam osobiście nic nie przygotowywałem ani nie dawałem, przeżyłem obronę bez takich ceregieli.
Man, nie wiem czy warto robić dramę o blachę ciasta i czibo family. Wyjdzie was to po 10 zł, a może wpłynąć tylko pozytywnie na waszą sytuację.
pani barista z dziekanatu
Te uniwersytety to jednak żałosne potrafią być, nie wstyd im o coś takiego prosić? 😂
To przecież dla studentów działa na korzyść. Ci ludzie siedzą tam kilkanaście godzin, lepiej by byli najedzeni i zadowoleni.
Absolutnie, to jest ich praca i sami się mają zorganizować. Tak samo nie rozumiałem kupowania prezentów. Kwiaty miałem kupić promotorce jedynie ale poprosiła cegiełkę na schronisko i ja to szanuję.
Która to politechnika?
U mnie na uczelni to było całkowicie normalne aż do czasów covida, każdy rzucał piątakiem i samorząd już ogarniał komisji jakieś ciasteczka, napoje itd. i nikt nie miał z tym żadnego problemu w sumie. Dopiero jak zaczął się covid to sama uczelnia powiedziała żeby nie robić nic co by zminimalizować ryzyko zarażenia i w sumie ten zwyczaj przepadł na zawsze z tego co mi wiadomo
Któraż to polibuda?
Jestem profesorem na UW, przeszedłem chyba wszystkie możliwe egzaminy i to już dość dawno temu i nigdy się z tym nie spotkałem. W przypadku (dość częstym niestety ostatnio) zasiadania w różnych komisjach panie z dziekanatu się tym rzeczywiście zajmują, ale za pieniądze wydziałowe.
Jaka to politechnika?
U mnie też były takie cyrki. Kawka, ciastka z cukierni, bukieciki kwiatów. Promotor zażyczył sobie wódkę Ciroc jako prezent. W dodatku zdawaliśmy w dwóch terminach (lipiec i listopad) więc to wszystko razy dwa.
Jak na “zwykły poczęstunek” to wyszło nam jakoś grubo ponad 50 zeta od głowy bo było nas mało na roku.
Bardzo dziwne, u mnie na obronie niczego takiego nie było, wręcz przeciwnie – komisja postawiła dwa pudełka ptasiego mleczka na stole i w trakcie obrony wcinała je częstując przy tym magistrantów. Po wszystkim promotorowi się jakieś kwiaty dawało i tyle.
O żadnym kupowaniu jedzenia dla komisji nie było w ogóle mowy, pierwszy raz się z czymś takim stykam.
Dlatego ja zawsze wożę w aucie paczkę piegusków, no bo wiadomo to w moim interesie jest, żeby kontrolował mnie policjant najedzony a nie głodny i wkurwiony.
/s