Ja miałem jeszcze gorszy system. Najlepsi byli automatycznie dobierani w zespół a reszta podzielona na dwa inne. Jak padl gol to druzyna sie zmieniala. Oczywiscie tylko dwie najgorsze sie zmienialy. WFiste po dziś dzień pozdrawiam fakolcem.
Mr_Tonesik on
150 kilogramowy dziadek wyzywa klasę od kaleków bo on gdyby nie kontuzja w ’87 to by przebiegł kilometr w półtorej minuty.
wandr99 on
Jesteśmy na reddicie więc możesz się domyślić
Asaree8 on
Gra w noge na każdym wfie bo wfista i dzieciaki wierzą, że będą w kadrze kolejnym lewandowskim
randomlogin6061 on
Przecież wybieranie przez najlepszych, na zmianę prowadzi do utworzenia zrównoważonych teamów
Naprawda on
Przepraszam fanów, ale w-f tak obrzydził mi siatkówkę, że do końca życia będę mieć uraz psychiczny. I te pamiętne sińce na rękach które schodziły mi dwa tygodnie po zaliczeniu z odbijania. Zawsze wolałam pobiegać za piłką albo porobić gimnastykę, już nawet ta koszykówka nie była najgorsza bo coś się działo. Jednak ktoś wymyślił, że dziewczyny kochają siatkówkę i przez większość roku cisnęliśmy tylko to.
Few_Elephant_8410 on
Rozwalenie sobie nogi na studiach na WFie się liczy? Do dzisiaj mam problem po paru latach.
Both-Variation2122 on
Czasami było dla odmiany jeszcze gorzej. Nauczyciel wybierał największych patałachów na kapitanów i zmuszał ich do decydowania któremu z najfajniejszych dzieciaków podpaść, nie wybierając ich jako pierwszych. Albo na studiach, gdy nie miałeś pojęcia kim są ci ludzie w grupie i kto ma jakiekolwiek umiejętności sportowe.
Dajzel on
Drużyny wybierało dwóch podobnych sobie w umiejętnościach(zwykle dwójka najlepszych), a każdy z nich wybierał drużynę aby wygrać. Tzn, kolejno wybierali od najlepszych do najgorszych. Przez co składy były zrównoważone.
TooMountainous44 on
Upokorzenie.
Chociażby obrażenie mnie i innych kolegów z którymi się wygłupialiśmy od “pedałów”, bo się powiedzmy biliśmy i szarpali, tak dla śmiechu raczej.
I mówił to typ który uprawiał jakiś sport walki który wyglądał jak dobieranie się do dupy kolegi (bez obrazy dla sportowców oczywiście xd).
changeavatar on
Dlatego ja kompletowałem team w drugą stronę
bozka92 on
W podstawówce, kiedy wchodziliśmy na salę i widzieliśmy tor przeszkód. Ale mam się oczy świeciły.
I wtedy przychodził nauczyciel i mówił, że mamy go posprzątać, żeby grać w siatkę/nożną/koszykówkę/unihokej czy inne standardowe nudziarstwo.
A tak ogólnie to mecze siatkówki z tymi wszystkimi samozwańczymi gwiazdami, co czuły się jakby grały mecz życia. Szkoda, że nie zachowywały się jak prawdziwi członkowie drużyny siatkarskich, którzy się wspierają, zamiast wydzierać od debili.
AlwaysAnxiousNezz on
Na lekcji w gimnazjum baba wymyśliła sobie super grę że ludzie są połączeni w pary, trzymają się za ręce i mają klepać w dupę tą drugą osobę żeby wygrać, do tej pory nie wiem o co chodziło ale fuj.
Dodatkowo oczywiście jak czegoś nie umiesz zrobić to masz stać i próbować a cała klasa patrzy i się śmieje albo się wkurwia że musi na ciebie czekać.
Zupa_z_elfa_i_cebuli on
Nadambitna wfistka znęcała się psychicznie nad słabszymi ucznennucami karząc im między innymi np. Wykonywać dwutakt 14 razy przed cała grupą (dziewczyny z dwóch klas) I komentując jak to beznadziejne te osoby były. Albo karząc wykonywać ćwiczenie po 17 razy, aż nie będzie “nienaganne” lub “wpisze się w wymogi sprawności”. Nawet jak taka osoba ćwiczyła na każdym wfie potrafiła kończyć z 2 lub 3. Tymczasem osoby, które ćwiczyły 4 razy w semstrze, ale były dobre z sportów kończyły z 5 lub 6 bo nadrabiały testy sprawnościowe.
Ta sama wfistka nie dopuszczała zwolnień z powodu okresu, poniewaz “okres to nie choroba, a w ogóle to my wymyślamy bo jej nigdy nic nie bolało”. Usprawiedliwienia nie dawała nawet jeżeli moja znajoma miała zwolnienie od ginekologa (zaburzenia hormonalne) I podczas zwykłego spaceru potrafiła mdleć – według kurwiska powinna ćwiczyć i chuj.
Odpowiadając z góry na pytania: Tak. Byłam w tym słabszym gronie.
Tak baba skonczyla na dywaniku u dyrektora po tym jak zignorowała zwolnienie lekarskie jednej dziewczyny. Dodatkowo aferę nakręciło, że matki trzech dziewczyn, które były w 20 najlepszych uczniów szkoły (konkursy, olimpiady i średnia) zagroziły przenisieniem córek do konkurencyjnej szkoły jeśli nie zmienią tej nauczycielki na kogoś bardziej wyrozumiałego (szkole bardzo zależało na prestizu).
Niestety uczy dalej.
Ale za to następnie dwaj nauczyciele byli świetni i nagle chodziło się na wf z uśmiechem
SlyScorpion on
Miałem WF w USA więc brakuje trzeciej opcji: dodgeball AKA Lord of the Flies w pigułce.
IvoryLifthrasir on
@tytuł
Jako dziecko byłam otyła, dlatego automatycznie w większości ćwiczeń byłam gorsza niż pozostali w klasie. Mimo to kierował mną silny etos, że powinnam się starać i dawać z siebie wszystko. Nie udawałam, że się źle czuje, nie wymigiwałam się z zajęć brakiem stroju, nie prosiłam by mnie lżej traktowano, wykonywałam polecenia nauczycieli niezależnie czy ich lubiłam niż nie
Przez cały okres obowiązkowej nauki nigdy nie miałam na świadectwie wyżej niż 3 z WFu, cząstkowo raz na ruski rok miałam czwórki, w życiu nie widziałam piątki ani szóstki. W.w. etos jest ważny, bo spora część z osób w mojej klasie była znudzona WFem i szukała sposobów, by nie brać udziału w lekcjach. Żadna z tych osób nigdy nie zleciała poniżej czwórki na świadectwie, cząstkowo czasami mieli tróje z lenistwa albo ze złej techniki której nie chciało im się korygować. Ale mieli kondycję, która była zgodna z wizją archetypu zdrowego dziecka
Boli mnie to po dziś dzień, bo z mojej perspektywy nie ważne jakbym się starała i jakim etosem się nie kierowała, to nie miało znaczenia, bo nie potrafiłam biec tak szybko jak inni czy zwisać na drabince wystarczająco długo. Czułam się karana za to, że jestem otyła, choć jako dziecko nie miałam zbytniego wpływu na to (to dlaczego byłam otyła to whole next level story).
FantasticBlood0 on
Byłam na początku pierwszej klasy liceum, baba była na zastępstwie z innej szkoły bo coś tam. Stara, śmierdząca prukwa chodząca całe 6 miesięcy w tym samym dresie.
Kazala nam zdawać odbijanie piłki siatkowej (wiecie, to takie, że ręce do góry i odbijasz przed siebie, i to drugie z dłońmi splecionymi na dole). Zajebiście, gdybym nie miała AZS rozognionego (bo dla lekarzy nfz leczenie objawów AZS to fanaberia) właśnie na dłoniach. Próbowałam tłumaczyć, ona się uparła, wykonałam to, dała mi dwóję (XDDD), po czym podeszłam do niej z popękanymi i aktywnie krwawiącymi dłońmi, i zapytałam się “Ty zadowolona z siebie kurwo jesteś?”, a ona w szoku.
Jak wróciłam to dnia do domu, to mój tata jak to zobaczył to stwierdził do mojej mamy, że to ona ma iść z hają do szkoły, bo ją (tę wf-istkę) zabije.
Polska szkoła to cudowne doświadczenie! /s
Academic_Run_4865 on
Wyzwiska, bicie, pretensje, obrażanie przez nauczyciela (tylko mnie i jednego innego chłopaka), niewybieranie wcale do drużyny, itd.
Ogólnie w-f w moim przypadku to był horror. Miałem przez niego myśli samobójcze w wieku 12 lat i nie skłamię jak powiem, że była to najgorsza lekcja. W liceum czy na studiach już nie było tak źle – każdy ma wyjebane, a jak ktoś nie ma to z nim nie gram i tyle.
Ale w podstawówce i gimnazjum w-f to był mój koszmar. Były próby łamania kości, żeby mieć długie zwolnienie. I ja wcale nie to, że nie miałem kondycji, nie chciałem czy coś takiego. Tylko u mnie średnio z koordynacją, więc jakiekolwiek sporty zespołowe odpadają.
Legal_Sugar on
Najgorsze doświadczenia to testy na ocenę i ocenianie według rubryczki kto jak daleko rzucił piłkę lekarską, jak szybko przebiegł 4 km czy jak daleko skoczył w piach. Bez patrzenia na nic innego niż rubryczki które pewnie były ustalane 30 lat temu. Co z tego że jesteś dzieckiem urodzonym w grudniu metr dwadzieścia 25 kg, masz biegać i skakać tak samo szybko jak koleżanka urodzona w styczniu dwie głowy wyższa bo obie jesteście w 4 klasie i tak mówi rubryczka
ByerN on
Ja trafiałem do klasy zawsze z osobami z różnych drużyn szkolnych, więc miałem albo cały rok kopania piłki, albo koszykówki albo siatkówki. Ale nie, że na zmianę. Albo jedno, albo drugie tylko i wyłącznie.
Ostatni rok w technikum to był cały bity rok siatkówki z odchyłką na jakieś bieganie czy inne pompki na ocenę. Do znudzenia. Nawet jak większość osób w klasie wolała pograć w piłkę czy cokolwiek innego to i tak była siatkówka.
W pewnym momencie zaczęliśmy grać na odpierdol w ramach “buntu” (czy może raczej “znudzenia”), na co wuefista postanowił zrobić większość zajęć nieobowiązkową i grali tylko ci co chcieli grać i Ci co musieli (reprezentanci ofc).
Najbardziej się liczyło to, żeby reprezentanci młodzików trenowali, a nie jakiś tam rozwój fizyczny dla zwykłych Areczków. Dzięki temu też mieli fory z innych przedmiotów, bo wuefista lubił sobie interweniować u dyrektora i nauczycielom “sugerowano” dodatkowe poprawki dla członków drużyn, a czasem zwyczajnie podwyższenie oceny by przepuścić tych największych tłuków, co ledwo potrafią czytać i liczyć, bo jak tak można karierę rujnować dobrym chłopakom.
Eh, stare czasy. Łezka się w oku kręci.
I_Drink_Apple_Juice on
Najgorsze jest przeświadczenie, że 2 – 3 godziny (z reguły nie robienie zbyt wiele) tygodniowo mogą powstrzymać szkolną epidemię otyłości, bez zmiany nawyków żywieniowych.
AquaQuad on
Przecież są dobierani w sposób zrównoważony pod względem umiejętności. Pierw pojedynczo są wybierani najlepsi, a potem coraz gorsi. /s
Final-Course2506 on
U mnie to przy siatkówce, często były drużyny łączone (lepsi i słabsi) i dlatego dochodziło wiele razy do kłótni, co lepsze to wuefista stawał zawsze w obronie “lepszych” bo przecież “każdy może grać lepiej”.
lordbaysel on
Szkoda mi tylko, że takie “targi niewolników” nie odbywały się na innych przedmiotach… Ileż byłoby schadenfreude na takiej matmie…
Askada on
WF na pierwszej lekcji a potem cały dzień w szkole upocony i śmierdzący jak knur.
shnutzer on
Dla mnie najgorsze były bieganie, rozciąganie i skok przez kozła.
Miałem fatalną kondycję fizyczną, ale wszystkie te rzeczy miały jednakowe kryteria oceny dla wszystkich. Więc chuj, że tracisz już resztki oddechu i robi ci się słabo, biegnij dalej ile sił, tyle samo okrążeń co ci dla których to jest dużo mniejszy wysiłek .Trzymaj wyprostowane nogi łapiąc się za stopy przez 2 minuty, chuj, że boli jak cholera i fizycznie nie dajesz rady tego robić.
Jedyne czego się nauczyłem to jak udawać że ćwiczę kiedy wf-ista patrzy.
Nie przeszkadzało mi aż tak, że przy grach zespołowych byłem wybierany jako ostatni. Tam przynajmniej się tak nie męczyłem.
26 commenti
Ja miałem jeszcze gorszy system. Najlepsi byli automatycznie dobierani w zespół a reszta podzielona na dwa inne. Jak padl gol to druzyna sie zmieniala. Oczywiscie tylko dwie najgorsze sie zmienialy. WFiste po dziś dzień pozdrawiam fakolcem.
150 kilogramowy dziadek wyzywa klasę od kaleków bo on gdyby nie kontuzja w ’87 to by przebiegł kilometr w półtorej minuty.
Jesteśmy na reddicie więc możesz się domyślić
Gra w noge na każdym wfie bo wfista i dzieciaki wierzą, że będą w kadrze kolejnym lewandowskim
Przecież wybieranie przez najlepszych, na zmianę prowadzi do utworzenia zrównoważonych teamów
Przepraszam fanów, ale w-f tak obrzydził mi siatkówkę, że do końca życia będę mieć uraz psychiczny. I te pamiętne sińce na rękach które schodziły mi dwa tygodnie po zaliczeniu z odbijania. Zawsze wolałam pobiegać za piłką albo porobić gimnastykę, już nawet ta koszykówka nie była najgorsza bo coś się działo. Jednak ktoś wymyślił, że dziewczyny kochają siatkówkę i przez większość roku cisnęliśmy tylko to.
Rozwalenie sobie nogi na studiach na WFie się liczy? Do dzisiaj mam problem po paru latach.
Czasami było dla odmiany jeszcze gorzej. Nauczyciel wybierał największych patałachów na kapitanów i zmuszał ich do decydowania któremu z najfajniejszych dzieciaków podpaść, nie wybierając ich jako pierwszych. Albo na studiach, gdy nie miałeś pojęcia kim są ci ludzie w grupie i kto ma jakiekolwiek umiejętności sportowe.
Drużyny wybierało dwóch podobnych sobie w umiejętnościach(zwykle dwójka najlepszych), a każdy z nich wybierał drużynę aby wygrać. Tzn, kolejno wybierali od najlepszych do najgorszych. Przez co składy były zrównoważone.
Upokorzenie.
Chociażby obrażenie mnie i innych kolegów z którymi się wygłupialiśmy od “pedałów”, bo się powiedzmy biliśmy i szarpali, tak dla śmiechu raczej.
I mówił to typ który uprawiał jakiś sport walki który wyglądał jak dobieranie się do dupy kolegi (bez obrazy dla sportowców oczywiście xd).
Dlatego ja kompletowałem team w drugą stronę
W podstawówce, kiedy wchodziliśmy na salę i widzieliśmy tor przeszkód. Ale mam się oczy świeciły.
I wtedy przychodził nauczyciel i mówił, że mamy go posprzątać, żeby grać w siatkę/nożną/koszykówkę/unihokej czy inne standardowe nudziarstwo.
A tak ogólnie to mecze siatkówki z tymi wszystkimi samozwańczymi gwiazdami, co czuły się jakby grały mecz życia. Szkoda, że nie zachowywały się jak prawdziwi członkowie drużyny siatkarskich, którzy się wspierają, zamiast wydzierać od debili.
Na lekcji w gimnazjum baba wymyśliła sobie super grę że ludzie są połączeni w pary, trzymają się za ręce i mają klepać w dupę tą drugą osobę żeby wygrać, do tej pory nie wiem o co chodziło ale fuj.
Dodatkowo oczywiście jak czegoś nie umiesz zrobić to masz stać i próbować a cała klasa patrzy i się śmieje albo się wkurwia że musi na ciebie czekać.
Nadambitna wfistka znęcała się psychicznie nad słabszymi ucznennucami karząc im między innymi np. Wykonywać dwutakt 14 razy przed cała grupą (dziewczyny z dwóch klas) I komentując jak to beznadziejne te osoby były. Albo karząc wykonywać ćwiczenie po 17 razy, aż nie będzie “nienaganne” lub “wpisze się w wymogi sprawności”. Nawet jak taka osoba ćwiczyła na każdym wfie potrafiła kończyć z 2 lub 3. Tymczasem osoby, które ćwiczyły 4 razy w semstrze, ale były dobre z sportów kończyły z 5 lub 6 bo nadrabiały testy sprawnościowe.
Ta sama wfistka nie dopuszczała zwolnień z powodu okresu, poniewaz “okres to nie choroba, a w ogóle to my wymyślamy bo jej nigdy nic nie bolało”. Usprawiedliwienia nie dawała nawet jeżeli moja znajoma miała zwolnienie od ginekologa (zaburzenia hormonalne) I podczas zwykłego spaceru potrafiła mdleć – według kurwiska powinna ćwiczyć i chuj.
Odpowiadając z góry na pytania: Tak. Byłam w tym słabszym gronie.
Tak baba skonczyla na dywaniku u dyrektora po tym jak zignorowała zwolnienie lekarskie jednej dziewczyny. Dodatkowo aferę nakręciło, że matki trzech dziewczyn, które były w 20 najlepszych uczniów szkoły (konkursy, olimpiady i średnia) zagroziły przenisieniem córek do konkurencyjnej szkoły jeśli nie zmienią tej nauczycielki na kogoś bardziej wyrozumiałego (szkole bardzo zależało na prestizu).
Niestety uczy dalej.
Ale za to następnie dwaj nauczyciele byli świetni i nagle chodziło się na wf z uśmiechem
Miałem WF w USA więc brakuje trzeciej opcji: dodgeball AKA Lord of the Flies w pigułce.
@tytuł
Jako dziecko byłam otyła, dlatego automatycznie w większości ćwiczeń byłam gorsza niż pozostali w klasie. Mimo to kierował mną silny etos, że powinnam się starać i dawać z siebie wszystko. Nie udawałam, że się źle czuje, nie wymigiwałam się z zajęć brakiem stroju, nie prosiłam by mnie lżej traktowano, wykonywałam polecenia nauczycieli niezależnie czy ich lubiłam niż nie
Przez cały okres obowiązkowej nauki nigdy nie miałam na świadectwie wyżej niż 3 z WFu, cząstkowo raz na ruski rok miałam czwórki, w życiu nie widziałam piątki ani szóstki. W.w. etos jest ważny, bo spora część z osób w mojej klasie była znudzona WFem i szukała sposobów, by nie brać udziału w lekcjach. Żadna z tych osób nigdy nie zleciała poniżej czwórki na świadectwie, cząstkowo czasami mieli tróje z lenistwa albo ze złej techniki której nie chciało im się korygować. Ale mieli kondycję, która była zgodna z wizją archetypu zdrowego dziecka
Boli mnie to po dziś dzień, bo z mojej perspektywy nie ważne jakbym się starała i jakim etosem się nie kierowała, to nie miało znaczenia, bo nie potrafiłam biec tak szybko jak inni czy zwisać na drabince wystarczająco długo. Czułam się karana za to, że jestem otyła, choć jako dziecko nie miałam zbytniego wpływu na to (to dlaczego byłam otyła to whole next level story).
Byłam na początku pierwszej klasy liceum, baba była na zastępstwie z innej szkoły bo coś tam. Stara, śmierdząca prukwa chodząca całe 6 miesięcy w tym samym dresie.
Kazala nam zdawać odbijanie piłki siatkowej (wiecie, to takie, że ręce do góry i odbijasz przed siebie, i to drugie z dłońmi splecionymi na dole). Zajebiście, gdybym nie miała AZS rozognionego (bo dla lekarzy nfz leczenie objawów AZS to fanaberia) właśnie na dłoniach. Próbowałam tłumaczyć, ona się uparła, wykonałam to, dała mi dwóję (XDDD), po czym podeszłam do niej z popękanymi i aktywnie krwawiącymi dłońmi, i zapytałam się “Ty zadowolona z siebie kurwo jesteś?”, a ona w szoku.
Jak wróciłam to dnia do domu, to mój tata jak to zobaczył to stwierdził do mojej mamy, że to ona ma iść z hają do szkoły, bo ją (tę wf-istkę) zabije.
Polska szkoła to cudowne doświadczenie! /s
Wyzwiska, bicie, pretensje, obrażanie przez nauczyciela (tylko mnie i jednego innego chłopaka), niewybieranie wcale do drużyny, itd.
Ogólnie w-f w moim przypadku to był horror. Miałem przez niego myśli samobójcze w wieku 12 lat i nie skłamię jak powiem, że była to najgorsza lekcja. W liceum czy na studiach już nie było tak źle – każdy ma wyjebane, a jak ktoś nie ma to z nim nie gram i tyle.
Ale w podstawówce i gimnazjum w-f to był mój koszmar. Były próby łamania kości, żeby mieć długie zwolnienie. I ja wcale nie to, że nie miałem kondycji, nie chciałem czy coś takiego. Tylko u mnie średnio z koordynacją, więc jakiekolwiek sporty zespołowe odpadają.
Najgorsze doświadczenia to testy na ocenę i ocenianie według rubryczki kto jak daleko rzucił piłkę lekarską, jak szybko przebiegł 4 km czy jak daleko skoczył w piach. Bez patrzenia na nic innego niż rubryczki które pewnie były ustalane 30 lat temu. Co z tego że jesteś dzieckiem urodzonym w grudniu metr dwadzieścia 25 kg, masz biegać i skakać tak samo szybko jak koleżanka urodzona w styczniu dwie głowy wyższa bo obie jesteście w 4 klasie i tak mówi rubryczka
Ja trafiałem do klasy zawsze z osobami z różnych drużyn szkolnych, więc miałem albo cały rok kopania piłki, albo koszykówki albo siatkówki. Ale nie, że na zmianę. Albo jedno, albo drugie tylko i wyłącznie.
Ostatni rok w technikum to był cały bity rok siatkówki z odchyłką na jakieś bieganie czy inne pompki na ocenę. Do znudzenia. Nawet jak większość osób w klasie wolała pograć w piłkę czy cokolwiek innego to i tak była siatkówka.
W pewnym momencie zaczęliśmy grać na odpierdol w ramach “buntu” (czy może raczej “znudzenia”), na co wuefista postanowił zrobić większość zajęć nieobowiązkową i grali tylko ci co chcieli grać i Ci co musieli (reprezentanci ofc).
Najbardziej się liczyło to, żeby reprezentanci młodzików trenowali, a nie jakiś tam rozwój fizyczny dla zwykłych Areczków. Dzięki temu też mieli fory z innych przedmiotów, bo wuefista lubił sobie interweniować u dyrektora i nauczycielom “sugerowano” dodatkowe poprawki dla członków drużyn, a czasem zwyczajnie podwyższenie oceny by przepuścić tych największych tłuków, co ledwo potrafią czytać i liczyć, bo jak tak można karierę rujnować dobrym chłopakom.
Eh, stare czasy. Łezka się w oku kręci.
Najgorsze jest przeświadczenie, że 2 – 3 godziny (z reguły nie robienie zbyt wiele) tygodniowo mogą powstrzymać szkolną epidemię otyłości, bez zmiany nawyków żywieniowych.
Przecież są dobierani w sposób zrównoważony pod względem umiejętności. Pierw pojedynczo są wybierani najlepsi, a potem coraz gorsi. /s
U mnie to przy siatkówce, często były drużyny łączone (lepsi i słabsi) i dlatego dochodziło wiele razy do kłótni, co lepsze to wuefista stawał zawsze w obronie “lepszych” bo przecież “każdy może grać lepiej”.
Szkoda mi tylko, że takie “targi niewolników” nie odbywały się na innych przedmiotach… Ileż byłoby schadenfreude na takiej matmie…
WF na pierwszej lekcji a potem cały dzień w szkole upocony i śmierdzący jak knur.
Dla mnie najgorsze były bieganie, rozciąganie i skok przez kozła.
Miałem fatalną kondycję fizyczną, ale wszystkie te rzeczy miały jednakowe kryteria oceny dla wszystkich. Więc chuj, że tracisz już resztki oddechu i robi ci się słabo, biegnij dalej ile sił, tyle samo okrążeń co ci dla których to jest dużo mniejszy wysiłek .Trzymaj wyprostowane nogi łapiąc się za stopy przez 2 minuty, chuj, że boli jak cholera i fizycznie nie dajesz rady tego robić.
Jedyne czego się nauczyłem to jak udawać że ćwiczę kiedy wf-ista patrzy.
Nie przeszkadzało mi aż tak, że przy grach zespołowych byłem wybierany jako ostatni. Tam przynajmniej się tak nie męczyłem.