“Rzeczpospolita” nieoficjalnie ustaliła, że sytuacja, do której doszło w nocy z 2 na 3 września o godzinie 1:32 na szlaku kolejowym Katowice – Katowice Ligota, “wygląda na zaplanowany atak”. Odłączony tam został bowiem pusty wagon na węgiel. Uwagę dziennikarzy zwrócił jednak fakt, że oznaczenia końca składu zostały z niego przełożone na przedostatni wagon, co sprawiło, że po odłączeniu skład sprawiał wrażenie prawidłowego. – Jeśli ten, który odczepił wagon, zdjął także z niego sygnalizację ostrzegawczą i przypiął ją do przedostatniego wagonu, to widać intencjonalność sprawcy i próbę zacierania śladów – wskazał były dyrektor biura bezpieczeństwa PKP PLK Piotr Skolasiński w rozmowie z “Rz”.
BK_0123 on
Szkoda, że źródłowy artykuł jest płatny, ale niżej istotny fragment.
>Jak doszło do odczepienia wagonu? 3 września po północy pociąg Kolpremu, relacji Dąbrowa Górnicza Towarowa – kopalnia Szczygłowice (należy do Jastrzębskiej Spółki Węglowej – największego producenta węgla koksującego w Europie, który jest głównym dostawcą koncernu ArcelorMittal) odjechał w kierunku posterunku odgałęźnego Panewnik (dzielnica Katowic) ze stacji Katowice-Ligota.
>Koncern wyjaśnia nam, że „w trakcie jazdy doszło do spadku ciśnienia w przewodzie hamulcowym, co skutkowało zatrzymaniem składu pociągu”. Pociąg z wagonami ruszył „po automatycznym odhamowaniu składu”, a więc kiedy zadziałały systemy bezpieczeństwa pojazdu. Spółka informuje, że „maszynista pociągu zgłosił potrzebę zweryfikowania osygnalizowania końca pociągu przez dyżurnego ruchu” i że – co ciekawe – „nie stwierdzono żadnych nieprawidłowości”. Jednak po dojeździe do stacji końcowej, a więc kopalni Szczygłowice (to od Katowic-Ligoty ok. 22 km), skąd miał odebrać węgiel – „maszynista na ostatnim wagonie zauważył rozkręcony i zwisający sprzęg śrubowy oraz prawidłowo umieszczone sygnały końca pociągu”. Dlaczego to ważne? Każdy skład pociągu w ostatnim wagonie ma tablicę ostrzegawczą – to specjalne tarcze lub lampy sygnalizacyjne, które umieszcza się na końcu składu pociągu dla bezpieczeństwa. – Po zweryfikowaniu numeru wagonu zorientował się, że wagon osygnalizowany sygnałami w rzeczywistości jest wagonem przedostatnim z listy wagonów, a ostatniego wagonu nie ma w składzie. O całej sytuacji niezwłocznie powiadomił dyżurnych ruchu oraz przełożonych – podkreśla Marzena Rogoźnik.
>Co to oznacza? – Jeśli ten, który odczepił wagon, zdjął także z niego sygnalizację ostrzegawczą i przypiął ją do przedostatniego wagonu, to widać intencjonalność sprawcy i próbę zacierania śladów – wskazuje Piotr Skolasiński. Porzucony wagon, stojący na torach w Katowicach, nie miał żadnych odblasków. Był niewidoczny dla maszynistów innych pociągów jadących tą trasą.
spicyhammer on
Dla zainteresowanych, na końcu pociągu muszą być włączone światła albo musi mieć takie tabliczki. Kiedy pociąg jedzie to dyżurni na stacji sprawdzają zawsze czy pociąg ma te tabliczki, jest to znak że po drodze żaden wagon nie został na szlaku.
Czyli sabotażysta musiał przed wyjazdem ze stacji zrobić coś z hamulcami i ukryć się na wagonie czekając aż pociąg stanie. Trainsurfing jest dość popularny wśród amatorów adrenaliny co dowodzi że kontrole wagonów towarowych są pobieżne. Teraz dodatkowo mamy info że nie ma żadnego systemu elektronicznego nadzorującego ilość wagonów czy tam obciążenie lokomotywy. Ogólnie nic lepszego po naszych kolejach się nie spodziewałem ale teraz robi się niebezpiecznie.
4 commenti
“Rzeczpospolita” nieoficjalnie ustaliła, że sytuacja, do której doszło w nocy z 2 na 3 września o godzinie 1:32 na szlaku kolejowym Katowice – Katowice Ligota, “wygląda na zaplanowany atak”. Odłączony tam został bowiem pusty wagon na węgiel. Uwagę dziennikarzy zwrócił jednak fakt, że oznaczenia końca składu zostały z niego przełożone na przedostatni wagon, co sprawiło, że po odłączeniu skład sprawiał wrażenie prawidłowego. – Jeśli ten, który odczepił wagon, zdjął także z niego sygnalizację ostrzegawczą i przypiął ją do przedostatniego wagonu, to widać intencjonalność sprawcy i próbę zacierania śladów – wskazał były dyrektor biura bezpieczeństwa PKP PLK Piotr Skolasiński w rozmowie z “Rz”.
Szkoda, że źródłowy artykuł jest płatny, ale niżej istotny fragment.
>Jak doszło do odczepienia wagonu? 3 września po północy pociąg Kolpremu, relacji Dąbrowa Górnicza Towarowa – kopalnia Szczygłowice (należy do Jastrzębskiej Spółki Węglowej – największego producenta węgla koksującego w Europie, który jest głównym dostawcą koncernu ArcelorMittal) odjechał w kierunku posterunku odgałęźnego Panewnik (dzielnica Katowic) ze stacji Katowice-Ligota.
>Koncern wyjaśnia nam, że „w trakcie jazdy doszło do spadku ciśnienia w przewodzie hamulcowym, co skutkowało zatrzymaniem składu pociągu”. Pociąg z wagonami ruszył „po automatycznym odhamowaniu składu”, a więc kiedy zadziałały systemy bezpieczeństwa pojazdu. Spółka informuje, że „maszynista pociągu zgłosił potrzebę zweryfikowania osygnalizowania końca pociągu przez dyżurnego ruchu” i że – co ciekawe – „nie stwierdzono żadnych nieprawidłowości”. Jednak po dojeździe do stacji końcowej, a więc kopalni Szczygłowice (to od Katowic-Ligoty ok. 22 km), skąd miał odebrać węgiel – „maszynista na ostatnim wagonie zauważył rozkręcony i zwisający sprzęg śrubowy oraz prawidłowo umieszczone sygnały końca pociągu”. Dlaczego to ważne? Każdy skład pociągu w ostatnim wagonie ma tablicę ostrzegawczą – to specjalne tarcze lub lampy sygnalizacyjne, które umieszcza się na końcu składu pociągu dla bezpieczeństwa. – Po zweryfikowaniu numeru wagonu zorientował się, że wagon osygnalizowany sygnałami w rzeczywistości jest wagonem przedostatnim z listy wagonów, a ostatniego wagonu nie ma w składzie. O całej sytuacji niezwłocznie powiadomił dyżurnych ruchu oraz przełożonych – podkreśla Marzena Rogoźnik.
>Co to oznacza? – Jeśli ten, który odczepił wagon, zdjął także z niego sygnalizację ostrzegawczą i przypiął ją do przedostatniego wagonu, to widać intencjonalność sprawcy i próbę zacierania śladów – wskazuje Piotr Skolasiński. Porzucony wagon, stojący na torach w Katowicach, nie miał żadnych odblasków. Był niewidoczny dla maszynistów innych pociągów jadących tą trasą.
Dla zainteresowanych, na końcu pociągu muszą być włączone światła albo musi mieć takie tabliczki. Kiedy pociąg jedzie to dyżurni na stacji sprawdzają zawsze czy pociąg ma te tabliczki, jest to znak że po drodze żaden wagon nie został na szlaku.
https://preview.redd.it/112eu239eosf1.png?width=329&format=png&auto=webp&s=1e1541c5f61a872bb668e157c612a04bdffb83f4
Czyli sabotażysta musiał przed wyjazdem ze stacji zrobić coś z hamulcami i ukryć się na wagonie czekając aż pociąg stanie. Trainsurfing jest dość popularny wśród amatorów adrenaliny co dowodzi że kontrole wagonów towarowych są pobieżne. Teraz dodatkowo mamy info że nie ma żadnego systemu elektronicznego nadzorującego ilość wagonów czy tam obciążenie lokomotywy. Ogólnie nic lepszego po naszych kolejach się nie spodziewałem ale teraz robi się niebezpiecznie.