
Vedo un aumento malinconico su X/Twitter sotto il titolo "Allora i giovani potevano giocare a Dyngus e a nessuno importava, ma ora nessuno sa come si gioca". Ricordo quei tempi come una vera e propria patologia: andavi in chiesa da solo per evitare a tutti i costi di incontrare gente. "colleghi". Nella mia città non era ancora il peggio, perché secondo la tradizione (hehe), si tendeva a versare l’acqua sulle ragazze giovani e di solito lasciavano soli i ragazzi e i più grandi. A loro volta, nelle città più grandi, gli attacchi da parte di bande giovanili contro tutti, senza eccezioni, erano comuni.
Mi chiedo quando e perché questo fenomeno si è fermato? I giovani sono smarriti e non vogliono più farlo? È davvero qualcosa da perdere?
di WineTerminator
33 commenti
Bo zbyt wiele razy trafiali na osoby, którym nie podobało się to w sposób wystarczający by spuścić im klasyczny słowiański wp…
Każdy dzisiaj nosi jakąś drogą elektronikę przy sobie (telefony, słuchawki, przenośne konsole do gier itd.). Nikt nie chce ryzykować uszkodzenia.
Ja polewam się tylko z rodziną, i raczj symbolicznie a nie z wiadra
Bo nie ma młodzieży, jest 1/3 tego co było kiedys
Wiader w Polsce się już nie używa, a nawet jeśli, to zupełnie do innych celów.
Nie ma za czym tęsknić, chujowa zabawa nie wspominam dobrze.
Bo dorośliśmy
Można dostać mandat 5 stówek
Ustało, bo jest głupie. No i może być też wykroczeniem, a w skrajnych wypadkach nawet przestępstwem.
Młodzież dorosła, patologiczna wyemigrowała i nie pozostawiła następców. Ponadto Dyngus w miastach, był jakby świąteczną wersją zabaw podwórkowych. Teraz dzieci bawią się w domach, nastolatki w galeriach handlowych.
Bo od stu lat w Polsce jest zimno w poniedziałek wielkanocny? Jakby było ciepło sam był lal więcej niż okazyjnie
Boo jak ktoś żył w tamtych czasach, to pamięta jakie to było zjebane.
od kiedy zbytnio pizga w lany poniedziałek. jak byłem mały to zazwyczaj były upały w ten dzień, a od pewnego roku pogoda nigdy nie pozwalała już więcej na takie zabawy w ten dzień.
Bo ludzie mają kije w dupach i elektronikę w koeszeniach
A) elektronika
B) kurwa zimno co roku i nikt nie chce tak latac
Nikt tego nie lubił, bo oznaczało to powrót do domu i konieczność przebrania się.
zabawa było spoko, póki się latało z pistolecikiem czy jajkiem na wodę, jak gówniaki przerzucili się na butelki, zrzucane balony z okna i wiadra to się impreza posypała przez baranów
a) zimno w chuj, b) elektronika.
Myślę, że dziś jest apka do tego….
śmigus dyngus był fajny gdy polegał na walce na wodę między ziomkami. pamiętam jak w podstawówce szykowałem się na potężną bitwę w charakterze urban combat. napełniłem torbę butlami z wodą jako amunicję, wziąłem kilka spluw i nawet balony do sporządzenia granatów. założyłem płaszcz przeciwdeszczowy i tak odziany poszedłem na miejsce zbiórki na godzinę W XD polataliśmy dzień cały po podwórkach i postrzelaliśmy się, nawet nie pamiętam czy była to walka drużynowa czy tzw. battle royale. tak czy inaczej nie napadaliśmy na nikogo kto nie był z naszej paczki i nie lataliśmy z wiadrami
Znajomy raz wylądował przez to w szpitalu, bo w zamian za wode dostał nożem w ramię
Bo młodzieży dziś jest znacznie, znacznie mniej niż dawniej i grupy znajomych oparte o lokalne osiedle to już nawet wśród dzieci przeszłość.
Plus zwyczaje praktykowane wyłącznie przez dzieci są znacznie szybsze do usunięcia – dzieckiem się jest chwilę, a przy braku ciągłości rocznikowej na osiedlu zwyczaje szybko zanikają. Pomyślcie o tych wszystkich grach podwórkowych co to nasi rodzice o nich opowiadali typu jakaś guma czy klasy – moje doświadczenie jest takie że jako dziecko niemal nikt tego już nie robił, nawet jak znaliśmy kształt kredowego obrysu klas to nie wiedzieliśmy do czego to ma służyć.
Plus niż genueński/wiatr znad bieguna czy nagłe ochłodzenie zwykło sprawiać że poniedziałek po wielkanocy jest dziwne zimny – za dzieciaka to pamiętam że w t-shircie się ganialiśmy z wodą.
Bo można za to dostać do 5000 zł mandatu, każdy nosi przy sobie elektronikę i dla osoby oblewanej idącej załatwiać jakieś swoje sprawy to nie jest jakaś wielka przyjemność
Ale ponoć gdzieś ciągle są organizowane masowe oblewanki ze strażakami
Nikomu juz sie nie chce.
Przeniosło się to internetu tylko w innej formie a reszta albo na emigracji albo w innych miejscach
I bardzo kurwa dobrze.
Ale mogę powiedzieć tyle, że kto ma ochotę i towarzystwo, doskonale sobie radzi zamiast jojczyć, że kiedyś to było. Moi kuzyni napierdalali się dzisiaj wodą z butelek na podwórku. Owinęli się folią wcześniej, ciekawy widok.
1. mają dziś lepsze rzeczy do roboty, siedzą w telefonie
2. dziś łatwiej o konsekwencje prawne za takie coś, ludzie przewrażliwieni, policja nie może tak łatwo wyśmiać i olać sprawy
3. ogólnie mniej podatnej na takie zabawy gówniarzerii dziś biega samopas
Sam pamiętam że za moich czasów (eh…) w poniedziałek wielkanocny nie bardzo miałem po co ruszać się z domu, więc poza symbolicznym spryskaniem starego nie było okazji do kultywowania tego zwyczaju. Było wolne, święto wiec nie było “zadań bojowych”, można było poklikać w kąkuter czy wypocząć po świątecznych porządkach… Chyba że akurat w te święta była jakaś pielgrzymka po wszystkich okolicznych ciotkach i babciach, to też nie było za bardzo okazji do latania z wiadrem.
Może przez to, że sport ogranicza się głównie do e-sportu młodzi nie mają siły dźwigać wiader z wodą?
Bo kiedyś była beka, a dzisiaj za to jest pozew, a oblany będzie musiał iść na 10 rund psychoterapii żeby dźwignąć ten ciężki szok
bo nie jesteśmy patusami, pozdrawiam
Nikt nie chce ryzykować wpierdolu za zniszczenie elektroszajsu za kilka tysięcy
Bo nie chcesz ryzykować, że zalejesz komuś telefon za parę tysięcy. No i pizga na dworze niemożebnie, więc nie idzie się przy takiej pogodzie wodą oblewać.
Skończyło się jak otworzyli granice i ludzie którzy nie mieli co ze sobą zrobić wyjechali za pracą do UK