>W tej sprawie dochodzenie przeprowadziło londyńskie Biuro Dziennikarstwa Śledczego – polskie produkty drobiowe zakażone były salmonellami bardzo odpornymi na wszystkie dostępne antybiotyki. W jednym przypadku po spożyciu w restauracji skażonego mięsa zachorowało 50 osób a 10 musiało być hospitalizowanych. Wzrastająca odporność ma związek z masowo stosowanymi w Polsce antybiotykami w hodowli drobiu – mimo zaleceń WHO. Nadużywanie antybiotyków prowadzi do wyewoluowania bardzo odpornych szczepów. Polska branża drobiarska nie ma jednak sobie nic do zarzucenia, gdyż w odpowiedzi na artykuł Gazety Wyborczej poinformowali, że ich żywność jest bezpieczna.
Dobrze, że jak już jem mięso to prędzej świnię niż kurę, ale mimo wszystko, coraz bliżej mi do tego, żeby w ogóle mięso w cholerę rzucić. I tak jem może ze 2 razy w tygodniu.
mrkivi on
Pod każdym artykułem już mogę pisać dokładnie to samo:
Jak się “deregulowało” bez opamiętania to takie są tego efekty że nie wiadomo ilu cudzoziemców mieszka w polsce, nie wiadomo ile aut jest dopuszczonych do poruszania się po drogach, na pocieszenie można dostać salmonelli z nadmorskiej knajpy, odry od niezaszczepionego dziecka (najlepiej nie puszczać swojego w ogóle do szkoły – nikt tego nie sprawdza bo nie ma jak, nawet gdyby chciał) a jak putin wygra w ukrainie to możecie se odpalić swoją apkę na telefonie do szukania schronu 🙂
Lightharibo on
O ile mięso mogło być skażone, to jakie standardy higieniczne zachowywała wspomniana londyńska knajpa? Bakterie w mięsie nie są niczym niespotykanym, ale dlatego stosuje się szereg procedur, by się kurdę nimi nie zakazić. Mówię o tym, bo artykuł sugeruje, jakby nie było tu szczególnej winy restauracji, no bo dostali skażone mięso i kij. To trochę jak afera z Piri Piri i salmonellą rok temu.
KrystianCCC on
Salmonella ginie w procesie obróbki termicznej jedzenia. Może zawiodła restauracja?
4 commenti
>W tej sprawie dochodzenie przeprowadziło londyńskie Biuro Dziennikarstwa Śledczego – polskie produkty drobiowe zakażone były salmonellami bardzo odpornymi na wszystkie dostępne antybiotyki. W jednym przypadku po spożyciu w restauracji skażonego mięsa zachorowało 50 osób a 10 musiało być hospitalizowanych. Wzrastająca odporność ma związek z masowo stosowanymi w Polsce antybiotykami w hodowli drobiu – mimo zaleceń WHO. Nadużywanie antybiotyków prowadzi do wyewoluowania bardzo odpornych szczepów. Polska branża drobiarska nie ma jednak sobie nic do zarzucenia, gdyż w odpowiedzi na artykuł Gazety Wyborczej poinformowali, że ich żywność jest bezpieczna.
Dobrze, że jak już jem mięso to prędzej świnię niż kurę, ale mimo wszystko, coraz bliżej mi do tego, żeby w ogóle mięso w cholerę rzucić. I tak jem może ze 2 razy w tygodniu.
Pod każdym artykułem już mogę pisać dokładnie to samo:
Jak się “deregulowało” bez opamiętania to takie są tego efekty że nie wiadomo ilu cudzoziemców mieszka w polsce, nie wiadomo ile aut jest dopuszczonych do poruszania się po drogach, na pocieszenie można dostać salmonelli z nadmorskiej knajpy, odry od niezaszczepionego dziecka (najlepiej nie puszczać swojego w ogóle do szkoły – nikt tego nie sprawdza bo nie ma jak, nawet gdyby chciał) a jak putin wygra w ukrainie to możecie se odpalić swoją apkę na telefonie do szukania schronu 🙂
O ile mięso mogło być skażone, to jakie standardy higieniczne zachowywała wspomniana londyńska knajpa? Bakterie w mięsie nie są niczym niespotykanym, ale dlatego stosuje się szereg procedur, by się kurdę nimi nie zakazić. Mówię o tym, bo artykuł sugeruje, jakby nie było tu szczególnej winy restauracji, no bo dostali skażone mięso i kij. To trochę jak afera z Piri Piri i salmonellą rok temu.
Salmonella ginie w procesie obróbki termicznej jedzenia. Może zawiodła restauracja?