
Ho appena concluso 2 settimane all’università durante le quali avevo 12 crediti. In vita mia non ho mai sentito che né io né le persone nella mia direzione, erano così finiti e bruciati. Ho l’impressione che le università polacche siano una fottuta follia.
https://i.redd.it/kqyfg2527ige1.png
di _W_I_L_D_
26 commenti
Co to za kierunek?
A ja całe życie i tylko 3 razy zaliczyłem… 🥲
Lej te cole
Proste pytanie, co by było gdybyś uczyła się regularnie przez cały semestr?
Na zaliczeniu z recyklingu dają wam śmieci i musicie do dobrych koszy włożyć? XD
2 kierunki, na drugim roku 12 egzaminów w sesji, kolosów i innych “zaliczeń” nie liczę. Da się. Gratuluje, że przebrnęłaś.
Dodam kontekst: jestem na 5 semestrze Zarządzania i Inżynierii Produkcji na polibudzie w Poznaniu. O ile przez część “zarządzanie” nie jest to definitywnie najtrudniejszy przedmiot na polibudzie, to łatwy definitywnie też nie jest. Zwłaszcza, że mam wrażenie, że układający plan o zarządaniu nic nie wiedzą.
Wszystkie (poza MiUT – Maszyny i Urządzenia Technologiczne) przedmioty zaznaczone tam na fioletowo to były pełne, pisemne egzaminy. Niektóre bardzo proste (jak np. finanse), inne jedne z najtrudniejszych w ciągu studiów (przez prowadzącego, nie przez zwarartość).
Dlaczego tak się stało, może chciecie wiedzieć?
Otóż władze naszego wydziału w tym semestrze (który, według rozpiski godzin *i tak jest najbardziej zawalonym semestrem w całym toku studiów*) postanowiły otworzyć program stażowy, gdzie ok. 30 studentów z naszego roku jest zatrudniana przez współpracujące z politechniką firmy i wokół tej współpracy układany jest plan: co czwarty tydzień nie ma żadnych zajęć obowiązkowych, aby oni mogli tydzień w miesiącu robić prace jak na pełnym etacie.
Brzmi super – odjebali super gówno oczywiście.
Przez zamieszanie związane z planowaniem tego i tak zapchanego roku, miałam tak rozjebany plan, że w głowie się nie mieści. Z wyżej wspomnianego MiUT, jednego z ważniejszych przedmiotów w semestrze, dotyczącego obsługi obrabiarek CNC, zamiast 6 laboratoriów mieliśmy 3. Automatyka zaczęła nam się dopiero w prawie połowie semestru (7 listopada) mimo że jako przedmiot powinna odbywać się od początku roku. Zaliczenie z recyklingu zostało przeniesione z ostatniego tygodnia grudnia na ostatni tydzień stycznia przez… w sumie kurwa nawet nie wiem. A no – i dwukrotnie była sytuacja, gdzie dwa obowiązkowe zajęcia wypadały *jednocześnie.*
No i do tego wypidułka oczywiście dodajemy typowe politechnikowe problemy – pierdolnieci wykładowcy, gość z przedmiotu co ma 1 ECTS i chce upierdolić cały rok, typ który spędził 20 minut zajęć narzekając na kobiety, ziomek który uczy Robotyzacji z książki, która wyszła jak nie umiałam jeszcze mówić, itp. Kilka straight up sytuacji łamania praw studenta (skrócenie egzaminu w trakcie jego trwania, zmiana zagadnień wymaganych na egzamin pięć dni przed nim).
Generalnie podsumowując – jak sobie wejdziecie na strone ZiIPu w rekrutacji na PP to pokazuje wam się, że jest to kierunek oznaczony jako “najlepszy ZiIP w Polsce”. Tak najlepszy, że nawet swoim własnym kierunkiem nie potrafią zarządać.
Studiowałaś kiedyś zaocznie? Sobota 4 egzaminy, niedziela 4 egzaminy i sesja zaliczona.
to jest jedna z cenniejszych rzeczy jakie mozesz wyniesc ze studiow akurat – umiejetnosc dzialania w stresie, pod presja i zarzadzanie swoim czasem w nieprzychylnych warunkach. Potem jest to codziennosc w pracy/biznesie 😀
Wrzuć to na r/studia_nauka xD
20 lat temu miałam to samo, widać nic się nie zmieniło. 13 zaliczeń w trzy tyg. Do tej pory nie cierpię stycznia. Na szczęście już luty 🙂
Ja miałem, 8 lat temu, 4-5 zaliczeń w sesji tygodniowo. Też niektóre byłby terminami zerowymi – tych bym nie zaliczał, bo to swego rodzaju przywilej był (nagroda za obecność, za aktywność) a nie obowiązek. Więc zostaje 9 jak na moje, ale to jest moja subiektywna ocena sytuacji.
Ale tak, zależnie od kierunku może być grubo. Zawsze tak było, nic nowego – terminy się wielokrotnie na siebie nakładały (pewnego razu miałem opcję 3 tego samego dnia – w tym zerówkę). Nie tylko w PL, na topowych uniwerkach zagranicznych jest to samo.
Chyba, że ktoś kupował sobie wykształcenie – to co innego.
Myślałem że 3-4 zaliczenia w jeden tydzień to dużo…
Tak, jest. Pamiętam jak koleżanka z Przyrodniczego opowiadała, że czasami jest tak zmęczona, że chce jej się płakać. Studiowałam w Anglii i tam ludzie nawet na najambitniejszych kierunkach mieli czas na trochę życia typu jakieś stowarzyszenie studenckie, impreza, praca, sport. Nie cały czas tyle samo czasu wolnego, ale zawsze trochę życia. I jakoś budują te mosty, statki, rakiety, leczą ludzi, prowadzą badania. Czasami mam wrażenie, że polski system studiów jest oparty o przyzwolenie na ściąganie, tak nierealistyczna jest organizacja i wymagania i często nieprofesjonalne albo niehumanitarne zachowanie wykładowców. Widziałam, że ostatnio było niesamowite oburzenie w polskim środowisku akademickim na to, że studenci dostali narzędzie anonimowego feedbacku, które dla mnie jest podstawowym elementem funkcjonowania uniwersytetu.
Zlikwidować sesję i matematykę na maturze (dzieci się stresują).
1 semestr? Spoko będzie tylko gorzej z tego co mi mówili. Nie miałem aż tak źle, ale 3 kolokwia jednego dnia u nas to coś normalnego.
2 dni temu zakończyłem sesję, bilans: 9 zaliczeń w pierwszym tygodniu, 4 egzaminy i 2 zaliczenia w drugim
https://preview.redd.it/nnym4gezaige1.png?width=800&format=png&auto=webp&s=9d0154113f48187c3c43c4ce7e29f1c56b6a8ecf
/s
zaliczenia na uczelni. Najbardziej stresujący okres w moim życiu po którym wyszedłem z problemami żołądkowymi i depresją. Mimo tego że szło mi nieźle.
Taki kształt okresu zaliczeniowego to jakaś pomyłka. Trzymaj się, oby w przyszłości było lepiej.
Na pierwszym semie magisterskim mieliśmy 7 zaliczeń w 4 dni, także też miło
Studentem nie jestem i raczej nie będę ale trzymaj się tam koleżanko
https://preview.redd.it/mz6yha3ibige1.jpeg?width=1080&format=pjpg&auto=webp&s=e79bb178ce9baea7b8261b11adab1be6446c2c03
Na mówimy wydziale to była norma przez cały rok, ale ja miałem zryty wydział tbf i przypłaciłem to zdrowiem
Stary to nie jest wrażenie a prawda, polskie uczelnie to żart jak ich mało często jest w nich korupcja, profesorowie którzy zatrzymali się w 1980 roku i nie tylko.
Sam mogę podać parę przykładów:
Profesor na kierunku informatyki zamiast uczyć nas linuxa czy windowsa uczył nas systemu DOS.
Seksistowskie zachowania niektórych profesorów na ASP Warszawa gdzie studenci są na tyle zastraszeni że jedyne co mogą robić to mówić o tym prywatnie.
Powszechne chamstwo profesorów na uczelniach wyższych, uważających się za bogów bo oni tyle potrafią a potem pojawia się projektor i nic nie umieją.
Brak jakiegokolwiek porządku czy umiaru w ilościach zaliczeń, kolosów, wypracowań bo czemu nie 🙃
O nie! Każą mi studiować! Narzekanie typu „przykra trudna”…
Może ta zawodówka to nie był taki zły wybór… hehe
Nie to, że nie współczuję – raz miałem 6 zaliczeń w 3 dni nie licząc zerówki. Na dwa najłatwiejsze w ogóle nie poszedłem, skupiłem się na pozostałych. Trzeba umieć zarządzać sobą i swoim czasem.
Nie twierdzę, że to jest celowe, bo ogólnie raczej nie wierzę w celowość jakichkolwiek działań w szkolnictwie, ale takie akcje jednak nieźle przygotowują do pracy. Wiadomo, że fajnie by było, jakby wszystko było równo i logicznie rozłożone, ale niestety, czasem trzeba pozapierdalać i łykać łzy zmęczenia, a czasem można dać na luz.