Share.

    9 commenti

    1. HopelessAutist01 on

      Nie dawac kasy, albo zyja albo upadaja. Rynek i firmy maja miec smierc naturalne a nie byc ratowane przez publiczne pieniadze. To tylko wymowka aby ratowac inwestorow przed straceniem na akcjach jezeli ci popchna firme w produkowanie gownianych produktow jak to sie robilo w studiach ktore padaja w artykule.

    2. IceCorrect on

      Przy takiej ilości crapow jakie studia AAA chcą nam wcisnąć to powiedział bym, że konkurencja jest malutka.

      Wydawanie 30-40% budżetu na marketing to jest problem kosztów tych gier, ale oczywiście nikt im nie powie, żeby uciąć te koszty bo ucięli by gałąź na której siedzą. Lepiej “zmusić” kogoś do poniesienia kosztów pracy marketingowców, czy to przez zwiększenie cen, czy dotacje rządowe.

      Gry dotarły na miejsce jakie są, przez artystów, którzy tworzą gry dla odbiorców. Dziś widzimy jak do gamingu wchodzą pracownicy i panowie w garniturach, ale będą próbować wciskać kit, że oni nie są przesadzonym kosztem.

    3. Janusz_Odkupiciel on

      Sam jestem z branży i te pieniądze zgarną sami cwaniacy, koledzy kolegów co zasiadają w komisjach, mistrzowie dotacji, co hajs wezmą dla siebie, wypuszczą jakąś chujogierkę i “pora na CSa”, bo zazwyczaj w takich dodacjach nie ma konieczności “dowiezienia”.

      Wiele firm jest w chujowej sytuacji, bo często:
      – zatrudniają za dużo
      – biorą się za projekty przewyższające ich umiejętności i budżet, ale nie ego, bo to zawsze jest w kosmosie
      – jest mnóstwo firm których prezesi to bankierzy i bogacze, którzy w czasie Covidu, jak był boom, zwęszyli łatwy hajs, a okazuje się, że nie jest tak łatwo zrobić dobrą grę
      – wchodzą na giełdę, więc później muszą się płaszczyć przed inwestorami
      – przy pierwszej możliwości ci prezesi wchodzą z butami w development i chcą mieć po swojemu, bo “ich pasja to gry komputerowe”
      – zarządzanie takimi firmami to ciągle koledzy kolegów, ręka rękę myje, a później zdziwienie, że nie ma rezultatów

    4. Jeśli to “najmocniejsza” polska branża kulturowa to cała reszta musi być naprawdę ch*a.

    5. Nie, firmy powinny działać w warunkach wolnego rynku. Dotacje dla upadających firm szkodzą gospodarce.

      > – W takich warunkach największy problem jest pozyskaniem finansowania

      Tak, powinien być łatwiejszy dostęp do kredytu i VC.

    6. Tackgnol on

      Generalnie, patrząc na atmosferę wokół afery z [Thorgalem](https://strefainwestorow.pl/analizy/mighty-koi-problemy), faktycznie można odnieść wrażenie, że jak pisali inni, jest to raczej resuscytowanie trupa.

      Fajnie, że są chęci inwestowania w branżę gier, jednak warto mieć świadomość kilku istotnych kwestii:

      * Sukcesy gier mobilnych oraz kilku tytułów typu „lajf service” (pisownia zamierzona, bo nie szanuję) stworzyły błędny obraz branży jako dobrze naoliwionej maszyny do drukowania pieniędzy, co jest całkowicie nieprawdziwe. W branży gier silny jest efekt survivorship bias – ludzie ignorują fakt, że na każdy Fortnite przypada cała masa nieudanych projektów, takich jak: Radical Heights, The Culling, The Culling 2, The Darwin Project, Call of Duty: Black Ops 4 Blackout, Hyperscape, Z1 Battle Royale (H1Z1), Battlefield 5 Firestorm czy Realm Royale. A były to w większości naprawdę solidnie przygotowane gry. Co prowadzi nas do kolejnego punktu…

      * Wśród niezorientowanych menedżerów oraz inwestorów panuje szkodliwe przeświadczenie, że można „wyprodukować hit” – czyli jeśli gra spełni odpowiednią liczbę komórek w Excelu, będzie gwarantem sprzedaży milionów kopii oraz stałych transakcji przez lata. Podczas tegorocznego DICE podobno już jest więcej Nazguli biznesowych szukających „kolejnego Balatro”. Najpewniej przejdą obok niego obojętnie, bo… nie będzie wyglądał jak Balatro. Gram już niemal 30 lat i obserwuję ciągle ten sam błąd popełniany przez 90% branży – „budujemy przyszłość, patrząc w przeszłość”. Ludzie nie rozumieją, że większość hitów i fenomenów w grach powstała przypadkowo lub organicznie. Diablo w pierwotnym założeniu miało być grą turową, Starcraft powstał na gruzach nieudanej współpracy z Warhammerem, Fortnite był początkowo tower defence, a historie wielu deweloperów zaczynają się od słów: „Ten bug był tak zabawny, że zbudowaliśmy wokół niego całą grę.” To prowadzi nas do ostatniego punktu…

      * Studio ZA/UM było kolektywem twórczym, nie korporacją, i stworzyło Disco Elysium. Teraz, kiedy jest już korporacją, jestem niemal pewien, że ich kolejna gra będzie słaba. Gry wideo wymagają współpracy wielu różnych specjalistów, takich jak:
      * Programiści
      * Dźwiękowcy
      * Pisarze
      * Graficy
      * Animatorzy
      * Specjaliści wielu innych dziedzin
      Gdy na czele takiej inicjatywy stoi menedżer, a nie artysta, otrzymujemy pięknie opakowaną przeciętność, którą widzieliśmy już setki razy.

      * Jednym z najbardziej szkodliwych mitów branży jest przekonanie, że gdy uda się odpalić grę typu „live service”, wystarczy już tylko siedzieć i liczyć pieniądze. Tymczasem dopiero wtedy zaczyna się prawdziwy rollercoaster. Aby utrzymać World of Warcraft, Blizzard musiał podwoić liczbę pracowników! To nie jest branża drukująca pieniądze – to branża ogromnego ryzyka, gdzie sukces odnosi jedynie garstka projektów.

      Dlatego rząd, rozdając pieniądze, musiałby stworzyć wyjątkowo interdyscyplinarną komisję, zdolną oceniać wizję projektów z perspektywy artystyczno-gameplayowej. Nie wiem jednak, jak w ogóle sformułować koncepcję Polskiego Instytutu Sztuki Gier, skoro na czele branży stoją ludzie pokroju Kosińskiego…

    7. Variatio_Delectat on

      Interwencyjny skup kodu? Podatek od niegrania w gry?

      Macie jakieś pomysły na ratowanie nierentownych firm?

    8. Nytalith on

      Wszelkiego rodzaju dotacje w tej branży to patologia.

      Parę lat temu działał program z dotacjami m.in. Dla gamedev, jak ktoś znający branżę czytał zgłoszone projekty to było jasne że dobrze ponad połowa to zwykle lanie wody by brzmiało dobrze a nie miało sensu. Były całe firmy które istniały na dotacjach, bez sensownych produktów.

    Leave A Reply