
Di recente ho visto molte arti come questa https://www.money.pl/gospodarka/resort-zdrowia-idzie-na-zwarcie-z-lekarzami-szykuje-dwie-kluczowe-zmiany-71821293504663304a.html E merda generale con i medici per i loro guadagni, vorrei capire meglio questo problema come paziente e una persona che paga un sacco di soldi ogni mese al National Health Fund. Mentre, in effetti, elevare gli utili è già una patologia (anche se non del tutto, perché l’inflazione, i costi ecc.) Perché il budget della NFZ non è fatto di gomma e non sarà superato.
Vorrei ottenere risposte sostanziali senza fare un’altra merda
-
Ho visto idee per sopportare limiti, d’altra parte ho visto informazioni che faranno solo male, perché ci sarà un livello più debole di insegnamento ecc. Allora perché questo livello dovrebbe cadere?
-
Ho visto arte sulla limitazione dei contratti ai medici del National Health Fund, perché questa indignazione?
-
Qual è la tua idea di curare queste situazioni patologiche?
Pytanie o aktualną sytuacje z lekarzami
byu/Critical-South-9656 inPolska
di Critical-South-9656
6 commenti
1. Nie wiem jak z poziomem nauczania, ale poziom typowej “świętej krowy” z dyplomem jest tragiczny. Jak pojawi im się konkurencja, to może łaskawie zaczną interesować się pacjentem.
Ad1. Pootwierało się trochę nowych wydziałów lekarskich na polskich uczelniach, więc za kilka lat będzie więcej absolwentów. Tylko później jest kilkuletnia specjalizacja i tam też są limity i ograniczone możliwości pracy w szpitalnych oddziałach.
Te kontrakty to tylko czubek góry lodowej, jest też patologia z wizytami. Wysoko postawieni lekarze opierają jak mogą przed centralnym rejestrem wizyt ponieważ poniższy schemat nie będzie możliwy:
– masz problem zdrowotny
– idziesz do profesora/doktora prywatnie 500PLN za wizytę
– profesor zaprasza Cię na swój oddział w publicznym szpitalu na diagnostykę/zabieg
– ponieważ nie ma centralnego rejestru wizyt, profesor jest w stanie wcisnąć Cię w trybie ‘na cito’ na zabieg w ciągu x tygodni
– konsultacje po zabiegu oczywiście prywatnie 500PLN za wizytę.
Alternatywa to czekanie w kolejce np. 2 lata.
Polska służba zdrowia ma za mało kasy. Niemcy maja OK służbę zdrowia, ale płacą na to 15+% składki a w Polsce jest tylko 9% Żaden polityk przez lata nie odważył się podnieść składki. Z gówna bata nie ukręcisz.
Lekarzy niektórych specjalizacji jest za mało. Dlatego akceptowana jest sytuacja, że pracują w kilku miejscach. Zarabiają krocie, ale tyrają na 3 etaty. Ja nie chcę by leczył mnie zmęczony lekarz. Kierowca tira ma tachograf, przydałby się taki lekarzom, ale wtedy nasza służba zdrowia całkiem by się rozpadła.
Ograniczanie kontraktów jedynie pogorszy pacjentom dostępność wysokiej klasy specjalistów. Jeżeli jeden lekarz pracuje w wielu miejscach to nie dlatego, że mu się chce jeździć po 10 gabinetach/szpitalach, tylko takie jest zapotrzebowanie na określoną ilość usług w danym miejscu. Jeżeli wybitny chirurg wykonuje przykładowo 20 operacji ręki na NFZ w danym szpitalu i NFZ płaci tylko za 20 operacji miesięcznie danej jednostce, kolejne 20 wykonuje gdzie indziej i kolejne 20 w prywacie, to sztuczne ograniczanie kontraktów nie skończy się tym, że chirurg stwierdzi, że no to w takim razie zrezygnuję z 2/3 zabiegów i będę robił je tylko w jednym szpitalu – a NFZ zapewniam Was nie zwiększy finansowania do 60 zabiegów w jednym miejscu. Chirurg ten po prostu z tych zabiegów zrezygnuje i będzie robił coś innego – traci może i on na tym finansowo, ale przede wszystkim maleje dostępność dla pacjenta. To jest magiczne rozwiązanie ministerstwa – ograniczyć dalej dostępność, jednocześnie oszczędzając na zarobkach lekarzy.
Jeżeli chodzi o prywatne uczelnie i LEK – przecież LEK jest pisany z bazy. Jest bazą pytań, 80% pytań zdaje się jest ze stałej bazy. Ma to się teraz zmienić, ale generalnie zdaje to każdy. Więc żadnej weryfikacji nie ma. Jasne, że z byle jakim wynikiem taka osoba potem będzie miała problem dostać się na speckę, ale w POZ/Nocnej Opiece może pracować. Ale mając bogatych rodziców można całe studia nie zrobić nic i ten LEK zdać po miesięcznej nauce.
Pomysłów na uzdrowienie nie mam, poza zwiększeniem ilości lekarzy (ale nie poprzez skandaliczny poziom na prywatnych uczelniach) – to są lata zaniedbań, dekady nieadekwatnego finansowania i złego zarządzania, które teraz są zrzucane na personel jako na kozła ofiarnego. Czepiamy się, ze lekarz pracuje 300h w miesiącu za duże pieniądze, często łatając na płaczliwe prośby (lub groźby) dyrektorów lub kolegów grafiki, a nikt nie chce zauważyć, że takie są potrzeby rynku, bo gdyby nie było takich potrzeb i możliwości, to lekarz by po ludzku nie mógł! tyle pracować. Na chwilę obecną właśnie to, że lekarze pracują za dużo, w jakikolwiek sposób “trzyma” ten system w całości, bo by po ludzku to dawno jebnęło. Tak – mają za to dużą kasę, tego nikt nie neguje, ale sprowadzanie tego do pazerności lekarzy jest wyłącznie szukaniem kozła ofiarnego.
Rynek sam powinien weryfikować lekarzy i wypychać tych najsłabszych z zawodu, tak jak to ma miejsce w pozostałych zawodach. Ale żeby to było możliwe potrzebujemy nadmiaru lekarzy na rynku. A u nas przez wiele lat sztucznie za pomocą limitów przyjęć czy to na studia, czy to na specjalizacje było zapewnione żeby tych lekarzy było za mało.
Na szczęście za czasów PISu zwiększono limity i teraz kierunki lekarskie szkolą znacznie więcej studentów, natomiast kwestia miejsc na specjalizację nie została rozwiązania, ciągle ich jest zdecydowanie za mało. Jest znacznie więcej chętnych niż miejsc. I trzeba mieć albo dobre wyniki z LEKu, albo znajomości by się dostać na specjalizację.