
I commessi e le commesse nei negozi non riescono mai a tagliare bene la carne, nonostante molti anni di esperienza.
Da qui la mia domanda, perché non ho mai vissuto nella Repubblica popolare polacca (grazie a Dio) e ora me lo chiedo spesso
https://i.redd.it/uz8bbr9g3npg1.jpeg
di TaxPsychological2928
12 commenti
A kto powiedział że było równo?
Kantowanie na wadze w handlu detalicznym. Na ulicy, gdzie mieszkała moja babcia inspekcja miar i wag zamknęła sklep, bo wykryli lewe odważniki (przynajmniej tak głosiła plotka). Po drugie, taka waga sklepowa z lubelskiej fabryki wag to nie była waga apteczna.
– Dzień dobry, po proszę 400 gram karkówki
– Ojezu ale mi się nakroiło, wyszło 3 kilo, może być?
Mi już parę razy się zdarzyło że pani ucięła co do grama, widocznie trafiasz na ekspedientki z łapanki xd
Oczywiście że nie – dawali mniej niż było na kartce i już.
Do tego odmawiali sprzedaży, gdy ktoś wybierał kawałek, taki mniej tłusty.
Nigdy chyba nie spotkałem bardziej nieuprzejmej grupy zawodowej niż sprzedawczyni z mięsnego.
Moja babcia była kierowniczką w mięsnym. Znaczy się w swojej miejscowości (za daleko żeby moi rodzice korzystali) była jedną z najważniejszych osobistości.
Podobno mieli jakiś % więcej towaru na tzw skrawanie. Czyli bufor na to że się właśnie nierówno ukroi, coś przyjedzie zepsute i trzeba będzie wyrzucić itd. Moja babcia wykorzystywała to żeby pomóc osobom chorym, biednym, mającym śluby czy inne rodzinne uroczystości.
Dociskali wagę palcem, żeby pokazywało 100 g, był taki żarcik: “Palec niech też pani ukroi, skoro go pani waży”
Mgliście pamiętam ale chyba panie sprzedające miały takie małe odważniki po 20, 50, 100 gram i po prostu dokrawały kawałki.
Pamiętam wieczne awantury w mięsnym, że wagi zawyżają wagę towaru, a obsługa kradnie.
Matko i córko, my mieliśmy na rodzinę 4 osobową przydział 10 kg mięsa miesięcznie, z czego tylko 1kg pierwszego gatunku czyli szynki, schabu i karczku.
A zwróciłeś/aś uwagę, że nigdy nie potrafią uciąć dobrze mięsa na plus?
– poproszę pół kilo – ucieło mi się 0,6 może być? – tak.
Jak ludzie tyle lat tną mięso, to to, że nie potrafią odmierzyć na oko pół kilo, to bull shit :
Ja nie mam do nikogo pretensji, to jest konwencja.
Ja wiem, oni wiedzą – więc reguły gry są znane!
edit:
to taka sama konwencja, jak targowanie się w krajach arabskich albo domawianie jedzenia w grecji w restauracjach – tam nie zamawia się raz, tylko się domawia kolejne rzeczy.
ps. też nie żyłem w PRL
*”Jak cieli mięso równo po 100 g?”*
Normalnie, nożem 😉 Pamiętaj o dokrawkach i odkrawkach 😉
Ale się na lewych odważnikach albo przeskalowanej wadze walki robiło
Ja pamiętam że moja mama miała wagę kuchenną w domu, i jak wracała ze sklepu to wszystko ważyła,.
Co chwilę było słychać z kuchni: “złodzieje!!!”.